Pytania do Zbyszka Nowaka

Czy Pan choruje?

Moje umiejętności są w pewnej mierze efektem bardzo dużej wrażliwości organizmu. Na wiele zjawisk reaguję inaczej niż inni ludzie. Muszę bardzo dbać o to, by nie wychłodzić nadmiernie ciała, unikać przeciągów. Kiedy to się nie udaje, wtedy się przeziębiam. Nauczyłem się dbać o swoje zdrowie, nie zwracam uwagi na zdziwione spojrzenia ludzi, kiedy nagle zakładam czapkę. Niewielką czapeczkę zawsze mam przy sobie, ponieważ ochrona głowy jest najważniejsza. Co kilka lat przechodzę szczegółowe badania w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej. Nadal spełniam wszystkie kryteria i mógłbym w każdej chwili zostać pilotem.

Czy ta praca ma wpływ na Pańskie zdrowie? Czy jest Pan w stanie pomóc sam sobie? Czy to Pana osłabia?

Jestem przekonany, że przekazywanie energii ma określony wpływ na moje zdrowie. Przekazuję energię wspomagającą w leczeniu, regenerującą i odbudowującą organizm - działa ona tak samo na mnie samego. Jestem w stanie błyskawicznie usunąć sobie ból powstały np. na skutek uderzenia. O innych nie wiem, bo nigdy na nic nie chorowałem. Zdarza się czasem, że jestem osłabiony. Np. jadę kilka godzin na spotkanie gdzieś w kraju, sam prowadzę samochód, śpieszę się, nie mam czasu nic zjeść. Na kilka minut przed spotkaniem czuję się słabo, ledwo się trzymam na nogach. Kiedy zaczynam działać, energia zaczyna płynąć, czuję, jak regenerują się moje siły. Po spotkaniu jestem zmęczony fizycznie (kilka godzin na nogach, stałe podnoszenie rąk), ale w pełni sprawny.

Jak Pan odpoczywa? Jak Pan regeneruje swoje siły?

Wiele lat pracowałem fizycznie. Hodowałem kwiaty, produkowałem dewocjonalia, zajmowałem się stolarką artystyczną. Jestem przyzwyczajony do ciężkiej pracy, a moje mięśnie wręcz się jej domagają. Dlatego zdarza się, że w ramach odpoczynku idę do siłowni, albo rąbię drzewo do kominka. Najlepiej odpoczywam na wodzie, lub nad wodą. Staram się przynajmniej raz w roku spędzić kilka dni na łódce. Jezioro, morze działa na mnie jak odpromiennik i doskonale regeneruje moje siły.

Jak do Pana pracy odnoszą się lekarze?

Na każdym spotkaniu i w każdej publikacji powtarzam, że kontakt ze mną nikogo nie zwalnia z kontaktów z lekarzem. Wręcz przeciwnie. Wszelkie symptomy poprawy stanu zdrowia należy potwierdzić odpowiednimi badaniami, tylko lekarz może zadecydować o zmianie dawki leku. Od lat współpracuję z kilkoma lekarzami, mam wśród nich prawdziwych przyjaciół. Stale powiększa się grono lekarzy zgadzających się na mój kontakt z pacjentem, nie napotykam już na opór, kiedy rodziny chorych zapraszają mnie do szpitala.

Czy jest Pan wierzący? Jak do Pana pracy odnosi się kościół?

Jestem wierzący. Szczególną czcią darzę Najświętszą Marię Pannę. Kilkanaście lat temu ku Jej czci, z mojej inicjatywy, zawieziono na Antarktydę poświęconą uprzednio przez Arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego drewnianą figurę. Więcej na ten temat piszę w książce Ręce, które leczą. Proszę również zajrzeć do książki Ojciec Święty i ja. Jest to moje "wypracowanie z religii", które zostało zamieszczone w znakomitym towarzystwie innych świadectw wiary i rozmyślań o Papieżu Polaku. (zob. Moje Archiwum: Papież Jan Paweł II) Wiem, że wielu przedstawicieli kościoła ma pewne problemy z zaakceptowaniem ludzi takich, jak ja. Jednak ja mam to szczęście, że na swojej drodze natrafiam zazwyczaj na ludzi mądrych. Patrzą oni na świat przez pryzmat drugiego człowieka i rozumieją właściwie to, co i ja próbuję zrobić dla innych. Moja księga pamiątkowa jest pod tym względem dokumentem bezcennym.

Jak Pan odkrył swoje możliwości?

Jako kilkuletnie dziecko odkryłem, że to co dzieje się wokół mnie: rośliny szybko rosną, zwierzęta zdrowieją, jest czymś nadnaturalnym. Wcześniej nie zdawałem sobie z tego sprawy, ponieważ znałem tylko mój świat. Przeżyłem szok, zamknąłem się w sobie, stałem się odludkiem, za wszelką cenę starałem się ukryć moje możliwości, bo nie chciałem być inny. Upłynęło wiele lat zanim ludzie przekonali mnie, że marnuję cenny talent i zdecydowałem się go dłużej nie ukrywać.

Kiedy zaczął Pan leczyć ludzi?

Przede wszystkim staram się nie używać terminu leczyć. Jest on jednak zarezerwowany dla lekarzy. Ja wspomagam organizm, uruchamiam go do działania, reguluję i harmonizuję sferę energetyczną człowieka. Lekarze zajmują się ciałem, a ja przepływającą przez to ciało energią. To dzięki niej żyje ciało. Kiedy jej braknie - ciało umiera. Jako dziecko robiłem to nieświadomie, potem zacząłem się bliżej temu przyglądać, obserwować siebie, analizować to, co działo się z ludźmi w mojej obecności. Było to ponad trzydzieści lat temu. Początkowo tylko bliscy znajomi i rodzina, potem znajomi znajomych, coraz więcej osób korzystało z mojej pomocy, a ja zdobywałem nowe doświadczenia. Przełomowy okazał się wyjazd do Kuwejtu w 1985 roku. Kilkudziesięciu Arabów, którymi się zajmowałem, zbadali potem tamtejsi lekarze. Za każdym razem wracałem stamtąd obsypany podarkami, więc egzamin musiał wypaść pomyślnie. Moi arabscy przyjaciele nazywali mnie wielkim doktorem z Polski i pytali, jak wygląda moja praktyka. Nie wierzyli, kiedy odpowiadałem, że w Polsce zajmuję się także hodowlą kwiatów. W drodze powrotnej postanowiłem zająć się wyłącznie wspomaganiem ludzi.

Skąd Pan wie, co komu dolega?

Nie jest prosto w kilku słowach odpowiedzieć na to pytanie. Od ponad trzydziestu lat analizuję to co czuję (odbieram) zbliżając dłoń do chorych miejsc na ciele człowieka. Porównałem ze sobą setki tysięcy przypadków, codziennie moje doświadczenie się powiększa. Nabrałem w odczytywaniu tego, nazwijmy to energetycznego alfabetu, takiej wprawy, że granica błędu jest niemal równa zeru. Moje dzisiejsze umiejętności to połączenie naturalnego daru z wieloletnią praktyką i ciężką pracą.

Na jakie choroby działa Pańska energia?

Kiedy płynie energia i organizm zaczyna się regulować, likwidują się przyczyny choroby. Wtedy cofają się dolegliwości. Jedne poddają się temu szybciej, inne wolniej, zależy to od wielu czynników, m.in. zaawansowania choroby i stopnia wycieńczenia organizmu. Olbrzymie znaczenie ma także podjęcie przez chorego działań na rzecz likwidacji czynników, które ograniczają przepływ energii. Mam na myśli stres, nikotynę i oddziaływanie podziemnych cieków wodnych i uskoków geopatycznych a także trującego otoczenia.

Czy są choroby, wobec których jest Pan bezradny?

Bezradnym jest się wtedy, kiedy nie można nic zrobić, a moje działanie zawsze wywołuje skutek. Nie zawsze jest to skutek natychmiastowy. Nie jestem cudotwórcą, nie uzdrawiam ludzi skinieniem ręki, ja jedynie wspieram osłabiony organizm, pomagam mu podjąć walkę z dolegliwością. Czasem jest to bardzo trudne, wymaga od chorego cierpliwości i chęci współpracy ze mną. Bardzo wiele dolegliwości poddaje się mojemu działaniu. Nierzadko udaje mi się pomóc ludziom, dla których wydawała się nie było już żadnego ratunku. Ich organizm był jednak na tyle silny, by podjąć wysiłek i zacząć się regenerować. Są ludzie, którzy z podjęciem jakichkolwiek działań dla ratowania zdrowia czekają do ostatniej chwili. Wyniszczony organizm nie jest już w stanie przyjąć przepływającej energii. Wtedy skutek kontaktu ze mną może się ograniczyć jedynie do uśmierzenia bólu, uspokojenia w ostatnich chwilach życia. Czy można to uznać za porażkę? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam, a ja ponieważ mam świadomość, co jest przyczyną powstawania rozmaitych chorób, staram się o tym mówić i pisać jak najczęściej.

Czy jest Pan w stanie oduczyć palenia? Czy może Pan pomóc alkoholikowi wyzwolić się z nałogu?

Organizm poddany działaniu tej energii oczyszcza się z nagromadzonych złogów i toksyn. Towarzyszą temu rozmaite reakcje, (zob. Formy Kontaktu) czasem bardzo gwałtowne. Jedną z nich jest niechęć do nikotyny i alkoholu, ponieważ regulujący się organizm spontanicznie odrzuca to, co mu szkodzi. Jest to znakomita okazja do zerwania z nałogiem. Im regularniejszy jest kontakt ze mną tym większe na to szanse mają nawet najbardziej zaawansowani nałogowcy.

Jak to się dzieje, że pańska energia działa także na rośliny i zwierzęta?

Kiedy prąd płynie przez przewód - żarówka świeci, kiedy ustaje dopływ prądu - gaśnie. Wszystkie organizmy żywe: bakterie, rośliny, zwierzęta, ludzie - żyją kiedy płynie przez nie prąd, ta ożywcza energia, dzięki której żyje kosmos, świeci słońce i bije nasze serce. Moja energia jest energią życia. Reguluje, regeneruje, wzmacnia, oczyszcza .Wszystkim żywym istotom służy ten porządek. Nazywam go harmonizacją. Nieporządek zaś wszystko niszczy. Ja korzystając z płynącej przeze mnie energii życia przywracam harmonię, dlatego ta energia działa na rośliny, zwierzęta i ludzi.

Czy odpowiada pan na wszystkie listy?

Z ręką na sercu mogę dziś powiedzieć, że odpowiadam na w s z y s t k i e listy, w których w jakikolwiek sposób zaznaczone jest, że nadawca oczekuje odpowiedzi. Najprostszym tego sygnałem jest dołączona do listu koperta z adresem zwrotnym i znaczkiem. Czasem świadczy o tym treść listu. Bywa jednak, że nie mogę odpisać na list, a dramatyczna prośba o pomoc pozostaje bez odzewu z mojej strony - z bardzo prostego powodu, jakim jest brak adresu nadawcy, a czasem nawet nazwiska osoby zwracającej się o udzielenie pomocy. Tych z Państwa, którzy wysłali do mnie list i nie otrzymali odpowiedzi, proszę o zastanowienie się, czy na pewno podali mi swój adres.

Czy swoją energią może pan pomagać w osiąganiu lepszych wyników w nauce, sporcie i pracy?

Organizm pozostający pod wpływem przekazywanej przeze mnie energii reguluje się i wzmacnia. Wzrasta odporność na stres i wysiłek, a także zdolność koncentracji, kreatywność i efektywność. Dlatego z powodzeniem wspomagam osoby uczące się, ciężko pracujące fizycznie i umysłowo. Mogę pomóc każdemu. Jest tylko jeden warunek. Wiąże się on z generalną zasadą, której nigdy nie łamię. Moje działanie musi być poprzedzone wyrażeniem woli skorzystania z mojej pomocy, lub prośbą udzielenia jej osobie trzeciej. Moment nawiązania kontaktu ze mną uruchamia moje działanie, kieruje je do konkretnego człowieka i konkretnego problemu. Innymi słowy, bym mógł działać musi zostać wyrażone życzenie. By działanie mogło być stałe - musi być podtrzymany kontakt.

Ulubione kwiaty?

Frezje, róże, dalie, bzy, lilie.

Ulubione owoce?

Poziomki, czereśnie, kiwi, grejpfruty, czarna porzeczka.

Ulubiony kolor?

Wszystkie odcienie niebieskiego.

Ulubione zwierzęta?

Niedźwiedzie, lamparty, krowy.

Ulubione ptaki?

Orły, kolibry, papugi, dzięcioły.

Słońce?

Bardzo lubię słoneczne dni, ale nigdy nie wyleguję się na słońcu, opalam się przy okazji. Może dlatego nie lubię i nie uznaję solarium. Wydaje mi się sztuczne, niezdrowe i bezsensowne.

Kawa, czy herbata?

Pijam i jedno i drugie. Przepadam za dobrze zaparzoną, mocną, czarną kawą, ale filiżanka niezbyt mocnej herbaty jest także olbrzymią przyjemnością. Bywa, że herbatę piję z mlekiem.

Wspomnienia ze szkół?

Podstawowa - niedobre. Byłem nietypowym dzieckiem. Zawsze zamyślony, nieobecny, roztargniony, jakiś inny niż reszta rozkrzyczanych, umorusanych chłopaków. Budziłem w kolegach niechęć do mojej osoby, a i niektórzy nauczyciele poddali się tym schematom. Szkoła w Aleksandrowie Kujawskim i technikum w Bydgoszczy, to już zupełnie inna historia. Tamte czasy wspominam jako nienajgorsze. Robiłem to co lubię, uczyłem się i czytałem książki. Fascynowała mnie fizyka, chemia, biologia...Nikt mi nie pomagał, ale też nikt nie przeszkadzał.

Sen?

Wystarczy mi pięć godzin. A ponieważ staram się zasypiać przed północą, pierwsze symptomy poranka mogę oglądać niemal codziennie.

Film?

Lubię filmy science-fiction. Ciekawi mnie, jak inni ludzie wyobrażają sobie pozaziemskie cywilizacje i możliwość nawiązania z nimi kontaktu. Najlepszym filmem tego gatunku są bez wątpienia wszystkie części Gwiezdnych Wojen. Także filmy przyrodnicze, podpatrujące niebywały świat roślin i zwierząt.

Muzyka?

Są dni muzyki poważnej. Wtedy słucham Chopina, Czajkowskiego, Verdiego lub arii operowych w wykonaniu najlepszego moim zdaniem współczesnego tenora polskiego - Ryszarda Karczykowskiego. W pozostałe dni muzyka zależy od tego, co robię. Prowadząc słucham dynamicznej współczesnej muzyki rozrywkowej, w pracy, przy pisaniu i czytaniu towarzyszy mi Vangelis, Oldfield, Jarre, australijski kompozytor Tony O'Connor, Kitaro.

Niespełnione marzenie?

Wszystkie moje marzenia prędzej, czy później się spełniają. Więc stale mam nowe, chwilowo niespełnione, marzenie.

Jest pan wielkim przeciwnikiem nikotyny, wymienia ją pan na pierwszym miejscu jako przyczynę wielu dolegliwości, czy pan sam palił kiedyś papierosy?

Jako młody chłopak paliłem, bo wszyscy wokół mnie palili. Jednak trwało to krótko, bo mój organizm fatalnie reagował na tę truciznę. Bolała mnie głowa, drapało w gardle, traciłem kondycję. Przestałem palić. Ale musiałem także zrezygnować z gry w brydża, bo przebywanie w gronie kolegów brydżystów oznaczało wielogodzinne wchłanianie tytoniowego dymu.

Czy jest pan równie wielkim przeciwnikiem alkoholu?

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem nadużywania alkoholu. Ale nie jestem abstynentem. Lubię czerwone wino. Dość często wypijam kieliszek tego wspaniałego trunku do obiadu lub kolacji. Czasem pozwalam sobie na szklaneczkę piwa, ale rzadko, bo piwo jest kaloryczne. Innych alkoholi, a zwłaszcza wódki, nie pijam prawie wcale.

Czy uważa pan, że zioła leczą?

Zioła leczą tylko niektóre schorzenia. W wielu przypadkach wspomagają leczenie, łagodzą ból, przyspieszają gojenie ran, uspokajają. Są więc bardzo cenne i dobrze jest ich używać. Ja poznałem ich moc dzięki mojej babci. Często zabierała mnie ze sobą na łąkę, pokazywała rozmaite rośliny, mówiła jak się nazywają i na co pomagają. Dzięki niej wiem dużo o ziołach i umiem docenić ich wartość. Nadal spotykam się z ludźmi zajmującymi się zielarstwem i kontynuuję rozpoczętą w dzieciństwie zielarską edukację.

Jakie książki najchętniej pan czyta?

Wszystkie, które mogą wzbogacić moją wiedzę. A zainteresowania mam rozległe, od archeologii, po astronomię. Lubię też czytać książki o życiu innych ludzi - biografie. Można się z nich wiele dowiedzieć i dzięki temu lepiej żyć.

Jakie miał pan samochody i od kiedy ma pan prawo jazdy?

Prawo jazdy mam od 1961 roku. Pierwszym moim samochodem był trabant. Potem jeździłem fiatem 125p., warszawą, żukiem, starem 25L, wreszcie, po powrocie z Kuwejtu, sprawiłem sobie mercedesa - pierwszy samochód, w którym prowadząc wypoczywam. Wszystkie moje samochody zawsze kupowałem już używane, dopiero dwa lata temu dane mi było zaznać przyjemności, jaką jest posiadanie nowego auta.

Czy lubi pan słodycze?

Przepadam. Zwłaszcza za krówkami z Milanówka i makowcem. Nie jem jednak zbyt wiele słodyczy, bo tuczą.

Kto jest pana ulubionym malarzem?

Pierwszym, który mnie zachwycił był Wyspiański. Ogromne wrażenie robi na mnie Bosch. Rafael najpiękniej oddaje urodę Włoch. Da Vinci - potężny umysł - poraża mnie swoją wiedzą, która emanuje z każdego płótna. Spośród malarzy dwudziestowiecznych najdoskonalszy i najwspanialszy jest Magritte, którego należy poznać i pokochać. Jestem też bardzo przywiązany do obrazów i szkiców Otto Axera. Mój dom jest zawsze tam, gdzie wiszą dwa z nich.

Czym by się pan zajął gdyby nagle miał dużo wolnego czasu?

Wyszedłbym w morze z olbrzymią walizą nie przeczytanych dotąd książek. W ten sposób jednocześnie karmiłbym duszę i ciało zażywając relaksu.

Do czego nie można pana zmusić?

Do kłamstwa

Podróże - co chciałby pan zobaczyć, dokąd pojechać?

Wszędzie tam, gdzie jeszcze nie byłem, a gdzie są największe pomniki przyrody i ślady zaginionych cywilizacji.

Kogo sławnego chciałby pan poznać?

Saibabę z Szirdi, ale to już niemożliwe i Dalajlamę.

Jakie polskie miasta lubi pan najbardziej?

Kraków - za hejnał, precle i możliwość posiedzenia w ogródku na Rynku. Oddalam się wtedy w odległe wieki. Poznań - za ludzi, których tam spotkałem, ciepły klimat i doskonałe restauracje. Miasta Górnego Śląska - Tychy, Rybnik, Wodzisław, Jaworzno - za serdeczność i życzliwość Ślązaków. Kielce - za wodę, którą można pić prosto z kranu. Lublin - za Starówkę. Ciechocinek - za to, że jest najlepszym polskim uzdrowiskiem. Bydgoszcz - za tajemnicę i siłę. Gdańsk - za morze, port i Motławę z żurawiem. Szczecin - za podobieństwo do Paryża.

Jaka jest pana definicja przyjaźni?

Przyjaźń to uczucie nie obciążone żadnym ciężarem. Prawdziwa przyjaźń ma tylko początek, nie ma końca

Co jest pana najsłabszą stroną?

Męczy mnie fakt, że nie umiem latać.

Pasje, hobby, fascynacje?

Pasja - fotografia, Hobby - wychodzenie z trudnych sytuacji. Manewry w trudnych warunkach, samochodem, łódką, koparką... Fascynacja - poznawanie ludzi, którzy umieją coś, czego ja nie umiem.

Copyright 2012 © Zbigniew Nowak