Nocebo, czyli chorzy z przekonania
Dlaczego niektórzy nie powinni czytać ulotek załączonych do leków, które informują o skutkach ubocznych medykamentu? Bo natychmiast dopadają ich wszelkie opisane działania niepożądane (które nie występują, jeśli pacjent nie zapozna się z ich listą). Jak to możliwe?
Wyjaśnia to w jakimś stopniu kontrowersyjny eksperyment przeprowadzony we wczesnych latach 80. Do udziału w nim zaproszono 34 studentów i każdemu z nich przepuszczono przez głowę łagodny prąd elektryczny. Uczestników lojalnie uprzedzono o ryzyku: test może wywołać bóle głowy. Studenci wyrazili zgodę, doświadczenie przeprowadzono. Okazało się jednak, że obawy naukowców były uzasadnione. Ponad dwie trzecie badanych zgłaszało ból pod czaszką. Nieetyczne doświadczenie? Nie do końca: tak naprawdę żadnemu ze studentów nie przepuszczono przez głowę ani wolta. Eksperyment miał sprawdzić, czy objawy uboczne można wywołać samą tylko sugestią.
Kilka lat później w trzech ośrodkach badawczych porównywano działanie aspiryny i innego leku przeciwzakrzepowego. W dwóch z nich pacjentów uprzedzono o możliwości wystąpienia problemów żołądkowych po leku, w trzecim - nie. Jak skuteczne okazały się leki? Nieważne. Naprawdę ciekawa okazała się lektura raportów o efektach ubocznych dokuczających uczestnikom testów. Ci uprzedzeni o ryzyku zgłaszali je trzy razy częściej (!) niż pacjenci nieświadomi zagrożenia. Natomiast badanie faktycznych uszkodzeń układu pokarmowego, w tym wrzodów żołądka, nie wykazało między nimi żadnych różnic. Osoby skarżące się na ból brzucha padły ofiarą tak zwanego efektu nocebo. To przeciwieństwo efektu placebo, gdy pacjent przyjmujący nieaktywną substancję (na przykład pastylki z cukru) czuje się lepiej, bo jest przekonany, że dostał prawdziwe lekarstwo. Nazwa "nocebo" oznacza po łacinie "zaszkodzę", "placebo" zaś - "spodobam się".
W 2002 roku ukazała się jedna z ważniejszych prac naukowych w historii badań nad nocebo. Psychiatra z Harvardu, doktor Arthur Barsky, zrobił przegląd publikacji o tym zjawisku. I odkrył kilka ciekawych faktów, na przykład dotyczących podatności różnych ludzi na efekt nocebo. Okazało się, że mężczyźni i kobiety reagują na nocebo z podobną częstością, choć panie zgłaszają więcej objawów. Barsky wyodrębnił za to kilka cech, które zwiększają ryzyko odczuwania nieistniejących problemów. Ludzie ze skłonnością do depresji, lęków i (co nie jest niespodzianką) hipochondrii są dużo bardziej podatni na wpływ negatywnej sugestii. Efekt nocebo będzie także silniejszy u pacjentów wrażliwych na ból i z historią długich i trudnych do zdiagnozowania dolegliwości. No i łatwiej go odczuć w grupie niż w pojedynkę.
Gdy jesteśmy chorzy, zwracamy dużo baczniejszą uwagę na swój organizm i mamy tendencję, by istniejące wcześniej objawy przypisywać chorobie lub stosowanej terapii - wyjaśnia amerykański psychiatra. - Lekarze muszą pomóc pacjentowi zrozumieć to zjawisko, zminimalizować jego wpływ na proces leczenia. Dlaczego? Bo w przeciwnym razie staną wobec problemu chorego, którego nie wyleczy żadna terapia, a kolejne leki i tak będą wymagać zmiany ze względu na skutki uboczne.
(gazetawyborcza.pl | 28.09.2009, "Przekrój" nr 292009 z 22.07.2009)
bramka e-mail